Smoczki, pieluszki, palce do…buzi?

Nie dziwi nas widok noworodka, który odruchowo zaczyna ssać wszystko, co znajduje się w jego zasięgu – pierś, kocyk, zabawkę, kciuk. Czy nie rozczula nas widok maluszka zasypiającego z włożonym do ust paluszkiem? Należy jednak zadać pytania – czy, a jeśli już, to kiedy instynktowne zaspokajanie potrzeby przeradza się w przyzwyczajenie do „uspokajacza”? Jaki wpływ na rozwój układu orofacjalnego naszego dziecka mają przetrwałe nawyki?

To, co nasze maluchy wkładają sobie do ust wiąże się z silną potrzebą ssania. Odruch ten jest jednym z najistotniejszych, pojawiającym się już w życiu płodowym, sposobów radzenia i przystosowywania się maluszka do otaczającej rzeczywistości. Odruch ssania nie tylko uspokaja i wycisza dziecko, ale również wpływa na perystaltykę jelit oraz umożliwia pracę nad koordynacją połykania i oddychania. Fizjologiczne ssanie wygasa stopniowo, by całkowicie zaniknąć między 1-2 rokiem życia. Nie oznacza to, że dziecko traci tę umiejętność! Jest ona powoli wypierana przez nowe, nabywane przez naszego malucha kompetencje – żucie i gryzienie.

smoczki

Z logopedycznego punktu widzenia: długotrwałe używanie smoczka/kciuka/włożonej do ust przytulanki niesie za sobą szereg konsekwencji!

Jedną z nich może być utrwalenie u dziecka sposobu połykania odpowiadającego tylko niemowlakom. Co to oznacza? Niemowlęcy typ połykania różni się od tego, przypisanego osobom dorosłym, ułożeniem języka, który w przypadku najmłodszych płasko spoczywa na dnie jamy ustnej, a jego czubek styka się z wargami (tkwi między dziąsłami lub zębami). Wsuniety w buzię przedmiot utrudnia językowi unoszenie, tzw. pionizację, która jest ściśle związana z połykaniem typu dojrzałego.

Ssanie, które przerodziło się w nawyk, oddziałuje na napięcie w mięśniach twarzoczaszki. Skutkiem przetrwałego odruchu może być hipotonia mięśniowa okolicy ustno-twarzowej. „Uwolniona” od uspokajacza buzia pozostaje często otwarta, a otoczenie obserwuje u dziecka m.in. nadmierne ślinienie się. Regulowana przez napięcie praca mięśni ulega osłabieniu, co przekłada się również na działanie narządów biorących udział w procesie jedzenia. W rezultacie mogą pojawić się trudności w przyjmowaniu pokarmów o twardej konsystencji, wzmożone ulewanie, czy krztuszenie się podczas posiłku.

Musimy także pamiętać, że dziecko, którego buzia jest stale „zajęta”, niechętnie komunikuje się z otoczeniem. Może dojść do opóźnienia procesu gaworzenia, a co za tym idzie – do późniejszego nabywania każdego kolejnego etapu rozwoju mowy. Smoczek nie pozwala na swobodne podejmowanie prób komunikacyjnych, stąd u „smoczkowych maluchów” często obserwuje się przekazywanie intencji za pomocą gestu, wskazywania i/lub pojękiwania.

Czy zbyt długie używanie smoczków i ssanie kciuka wpływa na to, jak mówimy?

Artykulację głosek warunkuje prawidłowa budowa, funkcja oraz współpraca języka, warg, policzków, podniebienia, żuchwy. Dzieci, które nawykowo ssą, narażone są na wady zgryzu, a powstałe nieprawidłowości zgryzowe (nawet te poddane leczeniu ortodontycznemu) niekorzystnie rzutują na rozwój realizacji wielu głosek. Dla przykładu, przy zgryzie otwartym – brak styku zębów górnych z dolnymi sprzyja wsuwaniu języka w powstały otwór, co skutkuje międzyzębową wymową dźwięków mowy (głównie tych, z zakresu przedniojęzykowo-zębowych). Zaś zdeformowane, boczne brzmienie głosek powstaje w wyniku niesymetrycznych ułożeń żuchwy oraz współwystępuje ze zgryzem krzyżowym. W zależności od obserwowanej u pacjenta wady zgryzu oraz miejsca artykulacji głosek, wymowa poszczególnych dźwięków może być w różny sposób zniekształcona i wpływać na jakość i wyrazistość wypowiedzi.

Smoczek nie taki straszny…? Używaj, ale z umiarem.

smoczek

Długotrwałe stosowanie smoczków lub butelek ze smoczkiem wpływa niekorzystnie na sferę oralną, dlatego warto rozpocząć odstawianie możliwie jak najszybciej (za górną granicę uznaje się okres po pierwszych urodzinach). Gdy dziecko ma często rozchylone usta, oddycha buzią, nadmiernie się ślini, jego sposób komunikowania się budzi w rodzicach niepokój, konieczna jest jak najszybsza konsultacja z laryngologiem i neurologopedą.

Nie lekceważmy pojawiających się u dziecka parafunkcji – nawykowego ssania kciuka, smoka i innych przedmiotów, bo to one mogą być jedną z przyczyn wyżej wymienionych trudności.

Agnieszka Zakrzewska-Wiloch

neurologopeda