Słowa dla każdego. Czy na pewno?

Na świecie pojawia się dziecko. Śpi, je, płacze. Znowu śpi. Rodzice przyglądają się jemu i z dumą zauważają, jak potrafi coraz więcej. Siada, potem stawia pierwsze kroki. Wraz z nimi zazwyczaj zaczyna wypowiadać słowa, które przez otoczenie są tak bardzo wyczekiwane. Wszystko wydaje się takie naturalne.

Język staje się podstawowym narzędziem w codziennej komunikacji. Dzięki niemu możemy wyrażać swoje potrzeby czy emocje, poznawać nowych ludzi i tworzyć z nimi bliskie relacje. Słowami potrafimy kogoś zachwycić, ale zdarza się również, że ranimy. Mówienie pozwala nam rozwiązywać różne problemy, uczyć się, pracować. Trudno wyobrazić sobie dziennikarza, prawnika czy lekarza, któremu odbiera się umiejętność posługiwania się językiem.

Myślę, że rzadko zastanawiamy się nad tym, co by było, gdybyśmy nie mogli mówić. Jak zmieniłoby się nasze życie? Praca, dom, relacje z bliskimi, myślenie o sobie, radzenie sobie z codziennymi czynnościami.

Pacjenci, którym pomagamy na co dzień oraz ich rodziny musieli i sądzę, że stale muszą konfrontować się z tego typu refleksjami. Wiele razy już zadawali sobie te pytania. Udar mózgu, choroba Parkinsona, SLA czy np. wypadek komunikacyjny sprawiły, że mnóstwo spraw należało przewartościować. Na kilka kwestii trzeba było spojrzeć z zupełnie innej perspektywy.

Okazuje się, że niezależnie od wykształcenia, pozycji społecznej czy materialnej każdy pacjent, który zmaga się z zaburzeniami komunikacji językowej (afazja, dyzartria) bardzo z tego powodu cierpi, bo możliwość posługiwania się słowami to jedna z najważniejszych i zupełnie podstawowa potrzeba człowieka.

Na naszym blogu chcielibyśmy, wspólnie z pacjentami oraz ich bliskimi, dzielić się spostrzeżeniami na temat terapii neurologopedycznej i pracy neurologopedy. Mamy nadzieję, że będzie to miejsce, w którym chorzy pokażą nam swoje spojrzenie na to, do czego razem dążymy. Bo neurologopeda od pacjenta może się bardzo wiele nauczyć.